poniedziałek, 9 maja 2016

Kamper i... głodówka

Zaczynam pisać ten post w drugim dniu pełnego głodowania na mokro. (bo można też na sucho...) Wcześniej przygotowywałem się cały tydzień marcheweczką z jabłkami i sok pomidorowy bo lubię i leniwy jestem więc na surowo często się odżywiam. A jeszcze wcześniej to na codzień stosuję dietę witariańsko-wegańsko-wegetariańska gdzie zimą więcej smażonego na oleju kokosowym i kaszach. Spontanicznie bez napinki bez planu lekko i bezmięśnie i bezmlekowo. Głowa mnie pobolewała znośnie 1 dzień ale spacery i dużo wody dobrze robią. I ta pogoda ach super jest. Nie dość, że nic nie robię cały czas to teraz już wogóle ani na bazarek ani gotowanie ani zmywanie... ile można spacerować i siedzieć na internecie ;-)

W ramach przygotowań polecam ten sam tryb jedzeniowy przynajmniej tyle tygodni ile nie chcesz by Cię bolała głowa ;-) Zwykle boli 3-5 dni. Wg mnie nie do uniknięcia jest jeden dzień. Senność, pobolewanie. Grunt to świadomość, że to mija i już a potem jest tylko lepiej :)

Jako, że nie planuje w życiu dalej niż tydzień to planuję tydzień głodówkowania a dalej zobaczymy.
Przymierzam się do lewatywy bo coś czuję, że same picie wody i soku to za mało... Chcę pozbyć się przynajmniej części pasażerów na gapę czyli pasożytów. Badam, które ziółka ich wygonią :)

Zaparkowałem blisko parku i spać się nie chce więc spaceruję sobie dniami i nocami i podziwiam piękną pogodę. Następnym razem zaplanuję to w pełnię ;-) będzie klimatyczniej
Hmm gdybym, to co w dzień wydaję na jedzenie, wydawał na paliwo to mógłbym zrobić dodatkowe 30km dziennie... hmm a ja tu kombinowałem jak tu na słońce jeździć ;-)

W sumie gdyby tak tylko 1 dzień w tygodniu zamiast jeść jeździć, to od zakończenia lata do początku zimy dojechałbym w 20 tygodni 555km (10pln/dziennie, paliwo 4pln/l, spalanie 9l/100) . Dodając blablacar , który realnie może pokryć 50% kosztów pomiędzy dużymi miastami to do Lizbony - gdzie jest 3000km https://goo.gl/0BXylM - zostaje już niedużo. Sprawa kosztów w tradycyjny sposób wydaje się prawie rozwiązana przynajmniej w 2/3 ;-) czyli zasada Pareto o której kiedyś napiszę jeszcze raz się sprawdza.

A co jak byśmy mieli pojazd na gaz? A co jeśli jechalibyśmy połowę bliżej np do Chorwacji? A co jeśli dołożymy do tego napęd elektryczny na słońce? A co jeśli zatrzymując się w dużych miastach wystawimy ofertę na airbnb i dorobię na paliwo? Podróż przez kontynent a przynajmniej jej koszty to nie problem. No ale wracajmy do głodówki. W sumie to dzięki niej mam takie przemyślenia. ;-)

Głodówka ożywia ciało i umysł. Jest miło. I na dodatek poznaję głębię życia jakiej nie dają różne transujące metody współczesnego społeczeństwa jak tzw rozrywka (ciekawe od czego to słowo swoją drogą się wzięło - rozrywać? ...) czyli elektronika, cukier, napoje wy-skokowe, discobłysko i takie tam..

Przerywam teraz 6 dnia i przechodzę znów na soki. To już nie jest głodówka tylko niskokaloryczna dieta. Oczyszcza ale już nie tak radykalnie

Moje wnioski są takie, by odłączyć się od ludzi jedzących i od cywilizacji na kilka dni i wspomóc dodatkowo jelita lewatywa i ziółkami. Głodówkować tak ale bez ludzi im bardziej wydłużasz głódówkę w obszar wcześniej niedoświadczony długością i odkrywasz nowe.

hint: Post będzie edytowany z każdym kolejnym dniem albo ciekawym spostrzeżeniem do końca głodówki. W końcu to dynamiczny temat i powtarzalny. Zapraszam do śledzenia. Powstanie w miarę kompletny poradnik o głodówce w kontekście kampera w mieście.